Co tym razem? – Kiedy coaching spotkał AI i razem nabijają ludzi w butelkę

Dlaczego zainteresowałam się szkoleniami o AI

Od lat pracuję w marketingu i komunikacji. Social media, strony internetowe, kampanie reklamowe czy komunikacja marek to mój zawodowy świat. Oczywiście wiele rzeczy realizują dla nas wyspecjalizowane agencje i eksperci. I bardzo dobrze, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, w której jedna osoba miałaby być jednocześnie strategiem, grafikiem, programistą, copywriterem i specjalistą od SEO.

Jednocześnie od kilku miesięcy rozwijam bloga, na którym właśnie jesteście. To mój prywatny projekt, moje miejsce w internecie i przy okazji świetna lekcja tego, jak naprawdę wygląda budowanie własnego kawałka sieci. Nie chciałam być osobą, która za kilka lat będzie narzekać, że nie rozumie AI, nowych technologii czy zmian w mediach społecznościowych. Dokładnie tak samo jak kiedyś niektórzy odrzucali internet albo smartfony, przekonani, że to chwilowa moda.

Dlatego czytam, testuję i uczę się. Sprawdzam nowe narzędzia, oglądam szkolenia, obserwuję ludzi, którzy uczą innych zarabiania w internecie. W ten sposób trafiłam na webinar poświęcony wykorzystaniu AI w biznesie.

Darmowy webinar i bardzo dobrze naoliwiona machina sprzedażowa

Zaczęło się od rolki w mediach społecznościowych. Dynamiczny montaż, duże liczby, obietnica wolności finansowej i przekaz, że dziś praktycznie każdy może zarabiać dzięki sztucznej inteligencji. Wystarczy poznać odpowiedni system. Zapisałam się na to szkolenie z ciekawości. Kilka minut później miałam już wiadomości na WhatsAppie, maile, przypomnienia, linki i pierwsze propozycje dodatkowych zakupów. Wszystko przygotowane bardzo profesjonalnie. Na tyle profesjonalnie, że wzbudziło moją zawodową ciekawość. Skoro ktoś tak sprawnie prowadzi potencjalnego klienta przez cały proces, warto zobaczyć, co będzie dalej.

Do wyboru było kilka terminów szkolenia. Już wtedy zauważyłam, że nie ma do czynienia z jednorazowym wydarzeniem, tylko z dobrze działającym mechanizmem sprzedażowym.

Sam webinar odbywał się od 20:00 do 23:00. Trudno nie zauważyć, że to idealna pora, żeby chwycić klienta. Dzień pracy jest już za nami, dzieci śpią albo zajmują się swoimi sprawami, człowiek siada na kanapie i marzy o tym, żeby życie było choć trochę prostsze. Właśnie wtedy najlepiej sprzedaje się wizję skrótu.

AI zrobi wszystko. Ty masz tylko kliknąć

W trakcie szkolenia regularnie pojawiały się kolejne propozycje zakupów. Najpierw coś za 5 zł. Potem dodatkowy pakiet. Bonus. Następny bonus. Narzędzie. Kampania. Dostęp ograniczony czasowo. Oferta tylko dla uczestników. Całość sprowadzała się do jednego przekazu: AI zrobi wszystko: napisze ebooka, stworzy posty, przygotuje rolki, zbuduje sklep internetowy, wymyśli produkt, przygotuje kampanię reklamową, stworzy biznes. Pozwoli Ci bez trudu generować przychody, o jakich nie marzyłeś….

W szkoleniu brało udział ponad 800 uczestników. Nie byli to marketerzy ani specjaliści od nowych technologii. Były tam osoby prowadzące małe biznesy, fryzjerzy, kosmetyczki, osoby piekące torty, ludzie szukający dodatkowego źródła dochodu albo sposobu na poprawę swojej sytuacji finansowej.

Dotarło wówczas do mnie, że głównym produktem tego szkolenia wcale nie jest platforma AI. Produktem jest nadzieja, że bez trudu z użyciem owej platformy, można zostać milionerem, a na pewno porzucić korpo lub ograniczyć pracę „klasyczną” do minimum. 

Mój blog nie powstał w trzy minuty

Być może dlatego tak mocno zareagowałam na opowieści o biznesie budowanym kilkoma kliknięciami. Tworzę przecież właśnie bloga, który czytacie. Przechodziłam przez wybór platformy, konfigurację sklepu, formularzy kontaktowych, regulaminów, polityki prywatności, integracji płatności, newslettera i wielu innych rzeczy, których nikt później nie widzi.

Tak samo było z ebookami. Napisałam dwa własne ebooki. Nie powstały w piętnaście minut. Nie powstały po wpisaniu jednego prompta do AI. Najpierw były doświadczenia, przepisy, zdjęcia, poprawki, korekty, skład i dziesiątki decyzji, które trzeba było podjąć po drodze. Dlatego z pewnym rozbawieniem słucham kolejnych frazesów przekonujących, że stworzenie produktu cyfrowego jest równie proste jak zamówienie kawy przez aplikację. Można wygenerować plik. To nie oznacza jeszcze, że stworzyło się wartościowy produkt.

Moment, który naprawdę mnie zaniepokoił

Największe zdziwienie wywołał jednak fragment poświęcony personalizowanym bajkom dla dzieci generowanym przez AI. Prowadzący przedstawiał je jako świetny pomysł na biznes.

Jeżeli dziecko czegoś się boi, AI napisze odpowiednią historię. Jeżeli nie chce czegoś robić, AI napisze odpowiednią historię. Jeżeli nie lubi jakiejś osoby albo ma problem z określoną sytuacją, AI stworzy bajkę, która pomoże zmienić jego nastawienie. Co? Przy tych zachętach zrobiło mi się naprawdę nieswojo. Nie dlatego, że wykorzystano AI. Dlatego, że mówimy o wpływaniu na emocje dzieci, ich relacje, sposób myślenia i zaufanie. A jednocześnie całość była prezentowana przede wszystkim jako sposób na zarabianie pieniędzy.

Pomyślałam wtedy nie o możliwościach technologii, ale o tym, do czego podobne narzędzia mogą zostać wykorzystane przez ludzi pozbawionych wiedzy, doświadczenia albo zwyczajnie odpowiedzialności… lub przestępców…

Ekspert od wszystkiego dzięki jednemu promptowi

Im dłużej słuchałam, tym bardziej miałam wrażenie, że uczestników zachęca się do stawania się ekspertami w dowolnej dziedzinie, niezależnie od tego, czy mają jakiekolwiek doświadczenie, wiedzę lub praktykę w danym obszarze. Przekaz był prosty: nie znasz tematu, nigdy się nim nie zajmowałeś, nie masz kompetencji ani przygotowania — to nie problem, ponieważ AI napisze ebooka, przygotuje materiały i pomoże stworzyć produkt, który będzie można sprzedawać innym.

Właśnie tutaj pojawiła się moja największa wątpliwość. Jeżeli ktoś szyje i dzieli się swoją wiedzą o szyciu, to naturalne, że może tworzyć poradniki dla innych. Jeżeli ktoś piecze torty i buduje wokół tego markę, również nie widzę w tym niczego niewłaściwego. Problem zaczyna się wtedy, gdy osoba, która nigdy nie miała z danym tematem nic wspólnego, następnego dnia zaczyna sprzedawać poradniki wygenerowane przez AI i przedstawia się jako ekspert. Trudno w takiej sytuacji nie zadać sobie pytania, gdzie kończy się marketing, a zaczyna wprowadzanie ludzi w błąd.

 

Telezakupy XXI wieku

Pod koniec szkolenia pojawiła się oferta specjalna w cenie około 3000 zł, dostępna rzekomo wyłącznie dla 50 osób i tylko podczas trwania webinaru. Nie zdecydowałam się na zakup, jednak kilka godzin później otrzymałam wiadomość mailową, z której wynikało, że dokładnie ta sama oferta kosztuje już 1999 zł. Uśmiechnęłam się wtedy, ponieważ natychmiast przypomniały mi się telezakupy sprzed lat.

Zmieniły się produkty, bo kiedyś sprzedawano garnki, kołdry i materace, a dziś oferuje się platformy AI, wizję dochodu pasywnego, ebooki i biznes budowany w kilka minut. Zmieniła się również oprawa, która jest nowocześniejsza, bardziej dynamiczna i lepiej dopasowana do współczesnych odbiorców, jednak sam mechanizm pozostał dokładnie taki sam.

Najbardziej niepokoi mnie jednak nie sama sprzedaż, nie sztuczna inteligencja, a nawet nie coachowie czy internetowi mentorzy. Najbardziej niepokoi mnie to, że ten model biznesowy działa tak skutecznie dlatego, że trafia w bardzo ludzkie potrzeby: zmęczenie, niepewność oraz marzenie o tym, że istnieje prostsza droga do sukcesu, większych pieniędzy i spokojniejszego życia. A właśnie marzenia od zawsze sprzedawały się najlepiej.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry