Dziś, pierwszego dnia wiosny, pobudkę tuż po 6.00 urządziły mi moje dwa zwierzaki. Harry – flatt coated retriver oraz Zorka – rosyjska syberyjska. Jedno „mądrzejsze” od drugiego, ale moje, więc kocham 🙂 Sobota, nie trzeba iść do pracy, więc po co spać?
Przed 7:00, wyszłam z Harrym na spacer.
Mieszkam pod Warszawą, więc nie muszę nigdzie jechać, kombinować ani planować, aby pies mógł się spokojnie wybiegać. Po prostu wychodzę z domu, otwieram furtkę i jestem w lesie.
I dziś było dokładnie tak, jak powinno być pierwszego dnia wiosny. Ptaki śpiewały jak oszalałe. Słońce świeciło mi prosto w twarz. Pies hasał w najlepsze. A ja szłam i szłam i szłam …
I w którymś momencie pomyślałam sobie:
kurczę, to nie jest takie oczywiste.
Bo żyjemy sobie w tej naszej codzienności, trochę narzekając, trochę pędząc, trochę odkładając życie „na potem”…
A jednocześnie gdzieś na świecie toczą się wojny, dzieją się tragedie, ludzie uciekają, walczą, tracą wszystko.
I nagle taka banalna rzecz jak spokojny spacer z psem po lesie o poranku przestaje być oczywistością.
A zaczyna być… luksusem.
A nawet czymś więcej — małym cudem.
I wtedy przyszła druga myśl.
Że może takich „cudów” w moim życiu jest więcej. Tylko ja ich po prostu nie zauważam, bo są… za bardzo codzienne.
Więc postanowiłam zrobić listę takich nieuświadamianych sobie na co dzień wspaniałości mojego życia. Oto ona:
1. Spacer z psem po lesie
To cudowne uczucie móc przed pracą, po pracy, w weekendy przechadzać się po lesie. Mam te szczęście, że mogę obserwować zmieniające się tu pory roku. Mogę chodzić na grzyby. Ba! To już ponad 10-letnia tradycja w mojej rodzinie, że wigilijną grzybową robi się z grzybów, które ja zbieram w „moim” lesie. Kocham ten zapach, kocham ten klimat. Starodrzew z sosen, miękki mech, śpiew ptaków, szalejące wśród koron drzew wiewiórki, poryte przez dziki runo leśne. I mam to na co dzień i korzystam na co dzień. Jestem szczęściarą.
2. Niedzielny, typowo polski obiad z moją rodziną
Uwielbiam nasze niedzielne obiady w gronie mojej małej rodziny — mąż, syn i ja — oraz śliniący się pies, modlący się o to, żeby coś dla niego zostało. Nie jemy go co tydzień, może raz na miesiąc lub nawet rzadziej, ale może dlatego, tak bardzo lubię ten czas. Jemy typowo po polsku: kotlety mielone z odrobiną startej cebuli, ziemniaki utłuczone, buraczki gotowane, zblendowane na gładkie puree, marchewka gotowana z groszkiem i mizeria. Koniecznie o 14:00. Za mojego dzieciństwa zaczynała się wówczas „Familiada” na TVP2 i mam dotąd w uszach dźwięk z rodzinnego domu, z dzieciństwa, z czołówki tego teleturnieju. To przyjemny czas – czas wspólnego posiłku, ale także miłych wspomnień.
3. Planowanie wakacji
Planowanie wakacji z rodziną to dla mnie jedna z tych małych rzeczy, które wcale nie są takie małe. Przeglądamy Booking, sprawdzamy loty, zastanawiamy się, czy tym razem narty, czy może egzotyka — i to wszystko wydaje się takie oczywiste. A przecież to ogromny komfort móc wybierać, planować, marzyć i układać wspólne wyjazdy. Kiedy byłam dzieckiem, nawet nie przyszłoby mi do głowy, że takie decyzje będą kiedyś naszą codziennością. I choć prawda jest taka, że z dziesięciu pomysłów realizujemy jeden — bo życie, bo terminy, bo nie ma z kim zostawić psa — to sam moment planowania i snucia tych wizji jest już fantastyczny i daje mnóstwo radości. Uwielbiam te nasze podróże „palcem po mapie”.
4. Czas dla siebie
Czas dla siebie to dla mnie prawdziwy luksus, choć wiem, że dla wielu to raczej kara niż przyjemność. Ja uwielbiam być sama w domu — to mój moment na złapanie oddechu i zrobienie wszystkiego po swojemu. Biorę kąpiel, ogarniam dom, wstawiam pranie, słucham audiobooków, piszę bloga, czasem coś ugotuję albo wskakuję na bieżnię czy tańczę. A czasem znikam w detektywistycznych grach na iPadzie i totalnie odpływam. W dzieciństwie, jako jedynaczka, nauczyłam się być sama, choć wtedy nie do końca to lubiłam, to dziś, kiedy na co dzień mam wokół siebie domowników, bardzo lubię i doceniam ten stan.
5. Świeżo zmieniona pościel
Uwielbiam kłaść się spać do łóżka ze świeżo zmienioną pościelą. Zwłaszcza kiedy wcześniej sypialnia jest przewietrzona i pościel przyjemnie chłodna. Niby nic wielkiego. A jednak śpi się wtedy cudownie.
6. Wygodny i szybki dojazd do pracy
Wygodny i szybki dojazd do pracy to dla mnie absolutny game changer. Nienawidzę stać w korkach i tracić czasu na bezsensowne tkwienie w samochodzie. Dzięki temu, że całkiem niedawno otwarto obwodnicę Warszawy, do biura dojeżdżam w 10–20 minut i to naprawdę zmienia jakość dnia. Oczywiście czasem zdarzy się jakiś zator, ale wtedy mam alternatywną trasę i nie czuję się uwięziona. To ogromny komfort nie mieć w głowie codziennego stania i poczucia, że gdzieś po drodze ucieka mi życie.
7. Leniuchowanie na kanapie z serialem
Leniuchowanie na kanapie z serialem to jedna z tych przyjemności, które smakują najlepiej, kiedy za oknem jest zimno, pada deszcz i pogoda totalnie nie zachęca do wychodzenia. Wtedy nie mam żadnych wyrzutów sumienia, że leżę pod kocykiem i po prostu oglądam seriale. Dorzucam do tego drzemki, więc często kończy się tak, że później muszę cofać trzy odcinki, żeby nadrobić, co przespałam. Zapalam świeczki, czasem palimy w kominku i robi się mega przytulnie i rodzinnie. Obok mnie mąż, zdarza, się, że też syn (on ma swoje sprawy zwykle ;-)), pies i kot — i czego chcieć więcej?
8. Oglądanie Love is blind
Love is Blind to moje absolutne guilty pleasure i oglądam każdą możliwą wersję, jaka tylko pojawia się na Netflix. Widziałam wszystkie i każdy sezon – amerykańską, brazylijską, japońską, szwedzką, niemiecką, meksykańską, brytyjską, arabską Love Is Blind: Habibi, a także argentyńską i francuską. Czekam na nowe odcinki, kolejne sezony i naprawdę wciągam się w to bez reszty. Aktualnie najmocniej śledzę wersję amerykańską, której najnowszy sezon dzieje się w Ohio. I po prostu uwielbiam ten format i oglądam go w każdej odsłonie, jaka tylko istnieje. Czekam na wersję Miłość jest ślepa – Polska 🙂
9. Gotowanie w piątkowy wieczór
Gotowanie w piątkowy wieczór to mój mały rytuał, na który czekam już od rana. W głowie mam tylko jedno: wrócę do domu, wyjdę z psem, a potem zacznę przygotowania do naszej kolacji. Lubię ten moment przejścia z trybu „praca” na „weekend” — spokojnie, bez pośpiechu, we własnej kuchni. Najczęściej robię krewetki aglio e olio z czosnkiem, papryczkami chili i dużą ilością koperku — prosto, ale obłędnie smacznie. Do tego latem idealnie pasuje schłodzone białe wino, czasem zamieniane na czerwone. Kocham te nasze piątkowe domowe randez vous.
10. Muzyka na zawołanie
Jedno kliknięcie i masz dokładnie to, czego potrzebujesz — nastrój, wspomnienia, energię albo spokój. Kiedyś trzeba było nagrywać kasety, kupować płyty, czekać na przebój przy radiu, czy MTV. Dziś mam to w telefonie – You Tube, Spotify. To jest super, gdy, czując chęć wysłuchania danego utworu, mogę go odtworzyć w jedną chwilę. No bajka 🙂
A Tobie, jakie „zwykłe” rzeczy dają poczucie szczęścia?
