Czego się boisz, głupia? Mój prywatny katalog absurdów

Czasem łapię się na tym, że zaczynam analizować swoje własne zachowania. Tak po prostu, w środku dnia. Co robię, czego nie robię i… właściwie, dlaczego tak jest. Dziś z zupełnie błahego powodu zaczęłam zastanawiać się nad tym, czego się boję na co dzień, co budzi mój  niepokój i, w jakich sytuacjach czuje dyskomfort . I nie chodziło o rzeczy oczywiste, jak bezpieczeństwo najbliższych, strata pracy, bieda, wojna, choroba czy śmierć. To lęki podstawowe, o których z kolei staram się dla zdrowia psychiki nie myśleć w ogóle. Dziś  myśli o takich codziennych, małych strachach naszły mnie w drodze do biura. Najpierw przyłapałam się na jednym mini lęku i on następnie  przywiódł mi na myśl kolejne. Zebrałam je, nazwałam i przeanalizowałam. Wyszła lista absurdów i dziwactw. Raczej mnie śmieszą niż martwią, choć nie wiem, czy nie powinny ;-).

Sytuacją, która wywołała następnie falę tych przemyśleń, była moja poranna jazda windą do biura. Nie żebym wjeżdżała na 42 piętro szklanego drapacza chmur, ba – nawet nie na 12. Ja z -1 przemieszczałam się na +1.   

Rzecz w tym, że winda, od kiedy pamiętam, wywołuje u mnie nutkę niepokoju.  Za każdym razem, kiedy do niej wchodzę, gdzieś z tyłu głowy pojawia się scenariusz, że nagle ruszy i niczym w niejednym horrorze przetnie mnie na pół, a już z pewnością urwie mi nogę lub rękę. Dlatego do windy zawsze wchodzę szybko i dynamicznie, nierzadko jednym susem. Myślę, że dla postronnych może wyglądać to komicznie, a na pewno nie daje im powodu do przekonania, że jestem do końca normalna. I żeby nie było za mało, po tym skoku do dźwigu osobowego, ja nadal mam lęk. Tego już raczej nie widać, choć kto wie….  Gdy jestem już wewnątrz, całą podróż obawiam się, że urwie się lina i winda spadnie. To drugie śni mi się od dzieciństwa, więc nawet nie wiem, czy to jeszcze strach, czy już stały element mojego życia. Winda jedzie spokojnie, wszystko działa jak trzeba, a ja i tak przez te kilkanaście sekund mam lekkie napięcie.

Mój prywatny katalog absurdów

I po tej dzisiejszej windzie zaczęłam zastanawiać się, czy są jeszcze inne, podobnie kuriozalne strachy, które przyprawiają mnie o lekki dreszczyk? I tak powstała moja prywatna lista absurdów.  To codzienne irracjonalne niepokoje:

1. Korzystanie z windy – o tym już było

2. Korzystanie z toalet publicznych

To nie jest tak, że boję się samej toalety. To nie to 🙂 Ja odczuwam niepokój w momencie otwierania drzwi kabiny. Zanim złapię za klamkę, pojawia się krótkie zawahanie i myśl, że ktoś może być w środku. Że się nie zamknął i nie jest tego świadomy. Obawiam się, że zastanę go, a raczej ją w momencie, który zażenuje nas obie. Co więcej, czasem zupełnie bez sensu, dopada mnie niepokój, że zastanę tam coś, czego absolutnie nie powinno tam być. Na przykład… trupa.

Wiem, jak absurdalnie to brzmi. Wiem, że to się nie wydarzy. A jednak za każdym razem jest ta sekunda pauzy, otwarcie i ulga.

3. Opróżnianie szklanki, filiżanki, butelki czy puszki z napojem do samego dna

Nie dopijam napojów do końca – do dna. Zawsze mam moment zawahania przy ostatnim łyku. Bo co jeśli właśnie tam, na samym końcu, czeka na mnie jakaś niespodzianka? Farfocle, fusy, osad… albo, co najgorsze, zdechły owad. Już sama myśl o tym powoduje u mnie odruch – widomo jaki. No więc asekuracyjnie nie piję do dna 😉

4. Wsadzanie stopy do buta. Zwłaszcza poza własnym domem.

To jest poziom, którego nie potrafię racjonalnie obronić. Za każdym razem mam mikrosekundę zawahania, czy na pewno nic tam nie siedzi. Pająk. Albo jakiś inny obrzydliwy robak, który tylko czekał na ten moment. W Egipcie, Tajlandii czy innym egzotyku możnaby zrozumieć, ale u teściów, czy znajomych w Warszawie? Także, że tak…

5. Wystawianie nogi spod kołdry

Nie robię tego. Nocą – absolutnie – nie. Bo w mojej wyobraźni jawi mi się, że coś spod łóżka mogłoby mnie chwycić. I chyba między innymi dlatego kupiłam do domu łóżka ze skrzynią aż do ziemi. Żeby nic tam nie miało jak się schować. Chociaż… teraz, jak o tym myślę… to, co jeśli coś jest w tej skrzyni i czyha na mnie zuchwale. I ujawni się, gdy zajrzę pod materac?

6. Mijanie tira na autostradzie

Mijając TIRa na autostradzie, robię to możliwie jak najszybciej. Niemal zawsze, wykonując ten manewr, mam przeświadczenie, że kierowca mnie nie widzi i zaraz nieuchronnie właduje się na mnie całym swym tonażem ciągnika, naczepy i zawartości kontenera. Dodatkowo, jeśli mijając ciężarówę, mam po lewej stronie barierkę, to oczyma wyobraźni widzę już, jak urywam lusterka i trę autem po niej. Ta przestrzeń do przedarcia się pomiędzy barierą a TIRem w moich oczach jest po prostu za mała.

7. Grzmoty, pioruny i błyskawice
Uwielbiam burzę, ale gdy jestem w domu. Choć najlepiej z wyłączonymi korkami i oddalona od gniazdek elektrycznych. Bo przez nie, jak opowiadała babcia piorun może wpaść do mieszkania 😉 Ale jak jestem na zewnątrz, to mam w głowie wszystkie możliwe scenariusze, w których piorun trafia dokładnie tam, gdzie stoję. I oczywiście mnie zabija. 

Skąd to się w ogóle bierze?

Podobnych nieracjonalnych strachów wyliczyć mogłabym jeszcze sporo. Często mnie samą śmieszą, nie są wielce uciążliwe, Ale są… Skąd to się bierze? Czy to są jakieś zakodowane lęki z dzieciństwa? Czy obejrzałam za dużo filmów?
Czy to historie z poprzedniego życia, gdzie ewidentnie coś poszło nie tak z windą, butem i ostatnim łykiem napoju? A może powinnam to sprawdzić. Iść na hipnozę, albo do wróżki?

No, ale, ja tego też się chyba boję…

Więc nie pozostaje mi nic innego, jak dalej ostrożnie wkładać stopę do buta, nie ufać ostatniemu łykowi i z lekkim napięciem otwierać drzwi kabiny toalety. Tak na wszelki wypadek.

A czy Ty też masz jakieś małe, osobliwe, absurdalne niepokoje?

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry