Są ludzie, którzy odmierzają życie przeprowadzkami, zmianami pracy, kolejnymi samochodami czy adresami zamieszkania.
Ja odmierzam je mistrzostwami świata lub Europy w piłce nożnej.
Kiedy rozpoczyna się czy to Mundial, czy Euro, wracają wspomnienia nie tylko konkretnych meczów, ale również miejsc, ludzi i etapów mojego życia. Pamiętam siebie – dziewczynkę z lat dziewięćdziesiątych, która kibicowała Argentynie, a później Włochom. Pamiętam nazwiska, które dla wielu młodszych kibiców są dziś historią futbolu: Maradona, Caniggia, Maldini, Baggio, Gullit, Van Basten.
Pamiętam też Sergio Goycocheę. Rezerwowego bramkarza Argentyny podczas Mundialu we Włoszech w 1990 roku. Miał być tylko zmiennikiem. Podstawowy bramkarz reprezentacji Argentyny, Nery Pumpido, doznał jednak kontuzji podczas turnieju i Goycochea niespodziewanie dostał swoją szansę. Wykorzystał ją w sposób, o jakim marzy każdy sportowiec. Obronił kluczowe rzuty karne, został jednym z bohaterów mistrzostw i pomógł Argentynie dotrzeć do finału. Takie historie fascynowały mnie od zawsze. Nie tylko zwycięstwa, ale również przypadki, które zmieniają czyjeś życie.
Nie pamiętam wszystkich wyników. Pamiętam emocje. Pamiętam, gdzie oglądałam mecze, z kim je oglądałam i jak bardzo przeżywałam sukcesy oraz porażki ludzi, których nigdy osobiście nie spotkałam.
Później piłka nożna zaczęła pojawiać się również w moim życiu zawodowym.
Kiedy pracowałam w Erze, dzisiejszym T-Mobile, firma była sponsorem Reprezentacji Polski. Jako młoda pracownica Działu Komunikacji Wewnętrznej współorganizowałam spotkanie piłkarzy z pracownikami. Jeszcze niedawno oglądałam ich w telewizji, a chwilę później przygotowywałam wydarzenia, podczas których odpowiadali na pytania pracowników.
To było przed Mundialem 2002 w Korei i Japonii. Reprezentacja Jerzego Engela była po znakomitych eliminacjach. W Polsce panowała ogromna wiara w tę drużynę. Rozmawiało się o niej wszędzie. Wydawało się, że po latach nieobecności wracamy na wielką piłkarską scenę z zespołem gotowym na sukces.
Rzeczywistość okazała się jednak mniej łaskawa. Mecz z Koreą oglądaliśmy w biurze. Pamiętam do dziś tę ekscytację i klimat. Cała firma – 1000 osób. Wszyscy przebrani w biało-czerwone barwy… I Nasi przegrali z Koreą Południową. Potem z Portugalią, a zwycięstwo z USA przyszło już wtedy, gdy było za późno.
Kilka lat później, jako specjalistka ds. PR pracowałam przy projektach dla Orange. Z tamtego okresu pamiętam historię Marcina Wasilewskiego. Po brutalnym faulu podczas meczu ligowego doznał bardzo poważnego złamania nogi i przechodził leczenie w Belgii. Zamiast myśleć o kolejnych występach eliminacyjnych do Euro, musiał skupić się na walce o powrót do zdrowia. Pamiętam, że organizowałam dostarczenie mu dekodera telewizyjnego do szpitala, żeby mógł oglądać mecze. Nie pamiętam już wszystkich szczegółów tej sprawy, ale pamiętam emocje, które wtedy mi towarzyszyły. Nasza reprezentacja pod wodzą Leo Benhackera nie zakwalifikowała się wówczas do finałów Mistrzostw Europy. Byłam zawiedziona.
Piłka nożna pojawiła się ponownie kilka lat później, kiedy pracowałam w Sharpie. Firma była partnerem UEFA Euro 2012 organizowanego przez Polskę i Ukrainę. Miałam okazję uczestniczyć w wydarzeniach związanych z turniejem, byłam również w Lozannie. Jednym z najbardziej niezwykłych wspomnień z tamtego okresu jest chwila, kiedy trzymałam w rękach puchar Euro. Do dziś mam zdjęcie, które przypomina mi, jak blisko można czasem znaleźć się wydarzeń oglądanych wcześniej wyłącznie w telewizji.
Dziś trwa Mundial 2026 rozgrywany w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku. Polski na nim nie ma, a mimo to codziennie sprawdzam wyniki i śledzę wydarzenia związane z turniejem.
Znów jednak najbardziej interesują mnie historie.
Historia czterdziestoletniego bramkarza Cabo Verde, który debiutuje na mundialu i staje się bohaterem internetu. Historia jego mamy, która po wielu trudnościach mogła przyjechać do Stanów Zjednoczonych i kibicować synowi z trybun. Historie piłkarzy z małych krajów, o których świat przypomina sobie nagle na dziewięćdziesiąt minut. Historie ludzi, którzy przez lata czekają na swoją szansę, a kiedy ona przychodzi, wykorzystują ją w sposób, którego nikt się nie spodziewał.
Mówi się czasem, że kobiety nie interesują się piłką nożną. Być może nie wszystkie analizujemy ustawienia i statystyki. Wiele z nas patrzy jednak na futbol trochę szerzej. Widzimy historie rodzin, ludzi, przypadków i emocji, które stoją za wydarzeniami na boisku.
Dlatego nadal oglądam mundiale. Nie tylko dla goli i wyników. Także dla opowieści, które zostają w pamięci na długo po ostatnim gwizdku. Kiedy patrzę na kolejne mistrzostwa, przypominam sobie nie tylko mecze, ale również miejsca, ludzi i etapy własnego życia.
Być może właśnie dlatego od lat odmierzam czas kolejnymi mistrzostwami.
