<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Archiwa Praca w korporacji -</title>
	<atom:link href="https://doriseveryday.pl/category/praca-w-korporacji/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://doriseveryday.pl/category/praca-w-korporacji/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 12 Jun 2026 11:03:50 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.5</generator>

<image>
	<url>https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/03/cropped-doris-everyday-blog-32x32.png</url>
	<title>Archiwa Praca w korporacji -</title>
	<link>https://doriseveryday.pl/category/praca-w-korporacji/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">252698321</site>	<item>
		<title>Co tym razem? &#8211; Rozstanie, zemsta i pies</title>
		<link>https://doriseveryday.pl/rozstanie-zemsta-i-pies/</link>
					<comments>https://doriseveryday.pl/rozstanie-zemsta-i-pies/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Doris]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Jun 2026 13:06:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Praca w korporacji]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Życie codzienne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://doriseveryday.pl/?p=1327</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kategoria: Relacje<br />
Nastrój: Oburzona</p>
<p>O tym, że ludzie to mściwe bestie</p>
<p>Artykuł <a href="https://doriseveryday.pl/rozstanie-zemsta-i-pies/">Co tym razem? &#8211; Rozstanie, zemsta i pies</a> pochodzi z serwisu <a href="https://doriseveryday.pl"></a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[		<div data-elementor-type="wp-post" data-elementor-id="1327" class="elementor elementor-1327">
				<div class="elementor-element elementor-element-d3adb01 e-con-full e-flex e-con e-parent" data-id="d3adb01" data-element_type="container" data-e-type="container">
		<div class="elementor-element elementor-element-ba1ac26 e-flex e-con-boxed e-con e-child" data-id="ba1ac26" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
		<div class="elementor-element elementor-element-1f0bdc2 e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="1f0bdc2" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-b2b2c53 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="b2b2c53" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p class="isSelectedEnd">Są takie sytuacje, po których wracasz do domu i nie możesz przestać o nich myśleć.</p>
<p class="isSelectedEnd">Kilka dni temu z mężem i synem siedzieliśmy na późnym lunchu w naszej lokalnej knajpce. Było sporo ludzi, zwykłe popołudnie. Pod bar na rowerach podjechał mężczyzna z dwoma synami, na oko mieli około 6 &#8211; 8 lat. Kilka chwil później  przybiegł do nich młody, może dwuletni, czekoladowy labrador. Było oczywiste, że biegł za nimi. Nie wyskoczył znikąd, nie był bezpańskim psem. Po prostu przybiegł za swoją rodziną. Był potwornie zziajany, bez smyczy. </p>
<p>Podszedł do naszego stolika, pogłaskałam go, zapytałam chłopców, czy to ich pies. Potwierdzili, ale psem się nie zainteresowali. Weszli z ojcem do środka knajpki. </p>
<p class="isSelectedEnd">Wydało mi się to dziwne, bowiem dwa metry od miejsca w którym byliśmy odbywał się regularny ruch samochodów. Pies bez smyczy? Właściciel totalnie go olewa? Dopiero później zaczęłam rozumieć, co prawdopodobnie wydarzyło się naprawdę. Ojciec najpewniej spędzał z synami &#8222;swój czas&#8221;. Chłopcy pojechali na rowery, a pies, jak to pies, pobiegł za nimi. Każdy właściciel labradora wie, że dla takiego psa najważniejsze jest być blisko swoich ludzi.</p>
<p class="isSelectedEnd">Mężczyzna wszedł z dziećmi do baru zamówić jedzenie. Pies został na zewnątrz.</p>
<p>Najpierw kręcił się po parkingu. Potem zaczął wychodzić na ulicę. Samochody go omijały, ale ruch był spory. Co gorsze, sto metrów dalej znajdowało się skrzyżowanie z bardzo ruchliwą drogą, po której non stop jeżdżą ciężarówki.</p>								</div>
				</div>
					</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-53ea63d e-flex e-con-boxed e-con e-child" data-id="53ea63d" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
		<div class="elementor-element elementor-element-a42559c e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="a42559c" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-7e15977 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="7e15977" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p class="isSelectedEnd">Gdy chłopcy wyszli z knajpki, podczas, gdy ich tata nadal tam przebywał, zwróciłam się do nich, że ich pies biega po jezdni. Prosiłam, by zawołali tatę, bo pies jest w niebezpieczeństwie i może potrącić go samochód. Byli przerażeni, ale po tatę nie poszli. Wtedy akcja ratowania psa przez gości baru rozpoczęła się na dobre. Samochody bowiem zaczęły trąbić na zwierzaka, właściciele totalnie nie reagowali, a pies zaczął panikować.</p>
<p class="isSelectedEnd">Ktoś próbował go przywołać. Ktoś inny pytał, czyj jest, aby odnaleźć właściciela. Zwierzak wyglądał na zdezorientowanego. Raz biegł w jedną stronę, raz w drugą. Im więcej ludzi próbowało mu pomóc, w tym większy wpadał popłoch. W końcu wybiegł na główną drogę.</p>
<p>Kilka osób ruszyło za nim. Ktoś próbował zatrzymywać samochody. Ktoś inny pobiegł poboczem. My również. Ja, mój mąż i syn pobiegliśmy w stronę drogi, starając się pomóc i ostrzegać kierowców. Przez chwilę wydawało się, że uda się go zatrzymać, ale pies był tak spanikowany, że uciekał coraz dalej. W końcu odbiegł na tyle daleko, że część ludzi zaczęła próbować śledzić go samochodami. My nie mieliśmy już takiej możliwości. Mogliśmy tylko patrzeć, jak cała akcja przenosi się coraz dalej od miejsca, w którym siedzieliśmy jeszcze kilkanaście minut wcześniej przy obiedzie.</p>								</div>
				</div>
					</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-67b9a93 e-flex e-con-boxed e-con e-child" data-id="67b9a93" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
		<div class="elementor-element elementor-element-eaaea8c e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="eaaea8c" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-d5be429 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="d5be429" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p class="isSelectedEnd">Atmosfera zrobiła się naprawdę nerwowa. Z bezradności podbiegliśmy do <span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">stojącego niedaleko radiowozu. Poprosiliśmy policjanta o pomoc i o zatrzymanie ruchu. Usłyszeliśmy, że najpierw zamówi sobie jedzenie, a później się tym zajmie. Nie będę tego nawet komentować. To historia na odrębny tekst. <br /></span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;"><br />Wracając do tematu, w końcu pojawił się mężczyzna, który przyjechał z dziećmi. </span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">Zapytałam go, dlaczego nie pilnuje psa i w</span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">tedy usłyszałam słowa, których chyba długo nie zapomnę. </span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">Powiedział, że nazwisko właściciela jest na obroży, a jest nim jego była żona. Stwierdził, że dzwonił do niej godzinę temu z informacją, że pies wybiegł za nim i synami z posesji. I że teraz widać, jak &#8222;kobieta ta&#8221; zajmuje się swoimi podopiecznymi. </span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">Padło też coś w rodzaju: „Niech dzieci zobaczą, jak ona traktuje swoje zwierzęta i jak może postąpić i z nimi”.</span></p>
<p class="isSelectedEnd">Po czym odjechał. <span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">Bez psa. </span></p>								</div>
				</div>
					</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-b562e9c e-flex e-con-boxed e-con e-child" data-id="b562e9c" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
		<div class="elementor-element elementor-element-d2ea249 e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="d2ea249" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-79ee240 elementor-widget elementor-widget-image" data-id="79ee240" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="image.default">
															<img decoding="async" width="168" height="168" src="https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/06/czekoladowy-labrador-biegnacy-srodkiem-ulicy_small.png" class="attachment-medium size-medium wp-image-1328" alt="czekoladowy labrador biegnący po ulicy" srcset="https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/06/czekoladowy-labrador-biegnacy-srodkiem-ulicy_small.png 168w, https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/06/czekoladowy-labrador-biegnacy-srodkiem-ulicy_small-150x150.png 150w" sizes="(max-width: 168px) 100vw, 168px" />															</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-65ef78b elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="65ef78b" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p class="isSelectedEnd">Wiem, że czytając to, można odnieść wrażenie, że brzmi to jak historia z internetu. Taka, do której ktoś po drodze dopisał kilka szczegółów, żeby była bardziej dramatyczna. Sama, gdybym usłyszała ją od kogoś innego, pewnie miałabym problem uwierzyć, że dorosły człowiek jest w stanie powiedzieć coś takiego.</p>
<p class="isSelectedEnd">Niestety, ta sytuacja wydarzyła się naprawdę. Przy całym zajściu było kilkanaście osób. Są świadkowie. Są ludzie, którzy razem z nami biegli za tym psem i próbowali zatrzymać ruch. Dlatego ta historia nie daje mi spokoju. Bo nie jest wymyśloną opowieścią o ludzkiej małostkowości. Jest prawdziwa.</p>
<p class="isSelectedEnd">Nie wiem, jak zakończyła się cała sytuacja. Mam ogromną nadzieję, że ktoś złapał psiaka i ten bezpiecznie wrócił do domu. Wierzę, że tak właśnie było.</p>
<p class="isSelectedEnd">Ale od wczoraj nie mogę przestać myśleć o czymś innym: <span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">Co się dzieje z ludźmi po rozstaniach?</span></p>
<p class="isSelectedEnd">Z obserwacji dalszych i bliższych znajomych, rodziny wiem, że wyzwala się w nich jakaś potworna zawiść. Zaczynają walczyć ze sobą:  dziećmi, majątkiem. Oskarżają się o przemoc psychiczną, fizyczną, finansową. O zdrady, manipulacje, kłamstwa. Toczą wieloletnie wojny o rację, o winę, o to, kto bardziej skrzywdził drugą stronę. Robią<span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;"> sobie na złość, utrudniają życie, wbijają szpilki, kiedy i gdzie popadnie.</span></p>
<p class="isSelectedEnd">Nie rozumiem tego. Ale już naprawdę moja głowa nie obejmuje sytuacji, w której do tej wojny wciąga się istoty całkowicie niewinne. Dzieci &#8211; wiadomo, oczywiste, że nie można. To złe i tylko je krzywdzi. Ale dawać nauczkę żonie kosztem psa?</p>
<p class="isSelectedEnd">On przecież nie był stroną żadnego konfliktu. Nie wiedział, kto z kim się rozwiódł. Nie wiedział, kto do kogo dzwonił godzinę wcześniej. Nie wiedział, czyje nazwisko znajduje się na jego obroży. Był po prostu psem, który pobiegł za swoją ukochaną rodziną. I który w pewnym momencie mógł zginąć pod kołami rozpędzonego tira tylko dlatego, że ktoś postanowił dać nauczkę byłej żonie.</p>
<p class="isSelectedEnd">To właśnie ta myśl nie daje mi spokoju. Bo kiedy w naszych prywatnych wojnach zaczynamy wykorzystywać tych, którzy nie mogą się obronić, to znaczy, że jesteśmy potworami &#8211; bestiami bez uczuć i krzty humanitaryzmu.</p>
<p class="isSelectedEnd">I jeszcze jedno. W tym całym zdarzeniu, które miało dać nauczkę ex, byli dwaj chłopcy. Dzieci, które słuchały słów swojego ojca. Dzieci, które patrzyły na uciekającego psa. Dzieci, które uczyły się właśnie, jak wyglądają relacje między dorosłymi po rozstaniu.</p>
<p class="isSelectedEnd">To chyba smuci mnie równie mocno jak los tego psa.</p>
<p class="isSelectedEnd">Mam tylko nadzieję, że czekoladowy labrador wrócił wczoraj do domu i, że nie musiał zapłacić najwyższej ceny za konflikt, którego nawet nie rozumiał. </p>
<p>A Pan tata &#8211; szkoda słów. Choć cisną się na usta te najgorsze&#8230;</p>								</div>
				</div>
					</div>
				</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-c166029 e-flex e-con-boxed e-con e-parent" data-id="c166029" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
					</div>
				</div>
				</div>
		<p>Artykuł <a href="https://doriseveryday.pl/rozstanie-zemsta-i-pies/">Co tym razem? &#8211; Rozstanie, zemsta i pies</a> pochodzi z serwisu <a href="https://doriseveryday.pl"></a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://doriseveryday.pl/rozstanie-zemsta-i-pies/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1327</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Co tym razem? &#8211; Kiedy coaching spotkał AI i razem nabijają ludzi w butelkę</title>
		<link>https://doriseveryday.pl/kiedy-coaching-spotkal-ai/</link>
					<comments>https://doriseveryday.pl/kiedy-coaching-spotkal-ai/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Doris]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Jun 2026 19:23:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Praca w korporacji]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://doriseveryday.pl/?p=1314</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kategoria: Praca w korporacji</p>
<p>Nastrój: Oburzona</p>
<p>O tym, że, kiedyś wciskało się ludziom garnki i odkurzacze, dziś - AI</p>
<p>Artykuł <a href="https://doriseveryday.pl/kiedy-coaching-spotkal-ai/">Co tym razem? &#8211; Kiedy coaching spotkał AI i razem nabijają ludzi w butelkę</a> pochodzi z serwisu <a href="https://doriseveryday.pl"></a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[		<div data-elementor-type="wp-post" data-elementor-id="1314" class="elementor elementor-1314">
				<div class="elementor-element elementor-element-d3adb01 e-con-full e-flex e-con e-parent" data-id="d3adb01" data-element_type="container" data-e-type="container">
		<div class="elementor-element elementor-element-ba1ac26 e-flex e-con-boxed e-con e-child" data-id="ba1ac26" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
		<div class="elementor-element elementor-element-1f0bdc2 e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="1f0bdc2" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-5c27b7b elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="5c27b7b" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="111" data-end="397"><strong>D</strong>l<strong>aczego zainteresowałam się szkoleniami o AI</strong></p>
<p class="isSelectedEnd">Od lat pracuję w marketingu i komunikacji. Social media, strony internetowe, kampanie reklamowe czy komunikacja marek to mój zawodowy świat. Oczywiście wiele rzeczy realizują dla nas wyspecjalizowane agencje i eksperci. I bardzo dobrze, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, w której jedna osoba miałaby być jednocześnie strategiem, grafikiem, programistą, copywriterem i specjalistą od SEO.</p>
<p>Jednocześnie od kilku miesięcy rozwijam bloga, na którym właśnie jesteście. To mój prywatny projekt, moje miejsce w internecie i przy okazji świetna lekcja tego, jak naprawdę wygląda budowanie własnego kawałka sieci. Nie chciałam być osobą, która za kilka lat będzie narzekać, że nie rozumie AI, nowych technologii czy zmian w mediach społecznościowych. Dokładnie tak samo jak kiedyś niektórzy odrzucali internet albo smartfony, przekonani, że to chwilowa moda.</p>
<p>Dlatego czytam, testuję i uczę się. Sprawdzam nowe narzędzia, oglądam szkolenia, obserwuję ludzi, którzy uczą innych zarabiania w internecie. W ten sposób trafiłam na webinar poświęcony wykorzystaniu AI w biznesie.</p>								</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-bb03ffc e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="bb03ffc" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-fecf4f8 elementor-widget elementor-widget-image" data-id="fecf4f8" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="image.default">
															<img fetchpriority="high" decoding="async" width="270" height="270" src="https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/06/Zmien-format-zdjecia-1080x1080-1.png" class="attachment-large size-large wp-image-1317" alt="" srcset="https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/06/Zmien-format-zdjecia-1080x1080-1.png 270w, https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/06/Zmien-format-zdjecia-1080x1080-1-150x150.png 150w" sizes="(max-width: 270px) 100vw, 270px" />															</div>
				</div>
					</div>
				</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-e89ba49 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="e89ba49" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="862" data-end="1117"><strong>Darmowy webinar i bardzo dobrze naoliwiona machina sprzedażowa</strong></p>
<p class="isSelectedEnd">Zaczęło się od rolki w mediach społecznościowych. Dynamiczny montaż, duże liczby, obietnica wolności finansowej i przekaz, że dziś praktycznie każdy może zarabiać dzięki sztucznej inteligencji. Wystarczy poznać odpowiedni system. Zapisałam się na to szkolenie z ciekawości. Kilka minut później miałam już wiadomości na WhatsAppie, maile, przypomnienia, linki i pierwsze propozycje dodatkowych zakupów. Wszystko przygotowane bardzo profesjonalnie. Na tyle profesjonalnie, że wzbudziło moją zawodową ciekawość. Skoro ktoś tak sprawnie prowadzi potencjalnego klienta przez cały proces, warto zobaczyć, co będzie dalej.</p>
<p class="isSelectedEnd">Do wyboru było kilka terminów szkolenia. Już wtedy zauważyłam, że nie ma do czynienia z jednorazowym wydarzeniem, tylko z dobrze działającym mechanizmem sprzedażowym.</p>
<p>Sam webinar odbywał się od 20:00 do 23:00. Trudno nie zauważyć, że to idealna pora, żeby chwycić klienta. Dzień pracy jest już za nami, dzieci śpią albo zajmują się swoimi sprawami, człowiek siada na kanapie i marzy o tym, żeby życie było choć trochę prostsze. Właśnie wtedy najlepiej sprzedaje się wizję skrótu.</p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-9d91cdf elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="9d91cdf" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="862" data-end="1117"><strong>AI zrobi wszystko. Ty masz tylko kliknąć</strong></p>
<p class="isSelectedEnd">W trakcie szkolenia regularnie pojawiały się kolejne propozycje zakupów. Najpierw coś za 5 zł. Potem dodatkowy pakiet. Bonus. Następny bonus. Narzędzie. Kampania. Dostęp ograniczony czasowo. Oferta tylko dla uczestników. Całość sprowadzała się do jednego przekazu: AI zrobi wszystko: napisze ebooka, stworzy posty, przygotuje rolki, zbuduje sklep internetowy, wymyśli produkt, przygotuje kampanię reklamową, stworzy biznes. Pozwoli Ci bez trudu generować przychody, o jakich nie marzyłeś&#8230;.</p>
<p class="isSelectedEnd">W szkoleniu brało udział ponad 800 uczestników. Nie byli to marketerzy ani specjaliści od nowych technologii. Były tam osoby prowadzące małe biznesy, fryzjerzy, kosmetyczki, osoby piekące torty, ludzie szukający dodatkowego źródła dochodu albo sposobu na poprawę swojej sytuacji finansowej.</p>
<p class="isSelectedEnd">Dotarło wówczas do mnie, że głównym produktem tego szkolenia wcale nie jest platforma AI. Produktem jest nadzieja, że bez trudu z użyciem owej platformy, można zostać milionerem, a na pewno porzucić korpo lub ograniczyć pracę &#8222;klasyczną&#8221; do minimum. </p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-5181f2d elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="5181f2d" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="862" data-end="1117"><strong>Mój blog nie powstał w trzy minuty</strong></p>
<p class="isSelectedEnd">Być może dlatego tak mocno zareagowałam na opowieści o biznesie budowanym kilkoma kliknięciami. Tworzę przecież właśnie bloga, który czytacie. Przechodziłam przez wybór platformy, konfigurację sklepu, formularzy kontaktowych, regulaminów, polityki prywatności, integracji płatności, newslettera i wielu innych rzeczy, których nikt później nie widzi.</p>
<p class="isSelectedEnd">Tak samo było z ebookami. Napisałam dwa własne ebooki. Nie powstały w piętnaście minut. Nie powstały po wpisaniu jednego prompta do AI. Najpierw były doświadczenia, przepisy, zdjęcia, poprawki, korekty, skład i dziesiątki decyzji, które trzeba było podjąć po drodze. Dlatego z pewnym rozbawieniem słucham kolejnych frazesów przekonujących, że stworzenie produktu cyfrowego jest równie proste jak zamówienie kawy przez aplikację. Można wygenerować plik. To nie oznacza jeszcze, że stworzyło się wartościowy produkt.</p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-fe5d7b6 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="fe5d7b6" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="862" data-end="1117"><strong>Moment, który naprawdę mnie zaniepokoił</strong></p>
<p class="isSelectedEnd">Największe zdziwienie wywołał jednak fragment poświęcony personalizowanym bajkom dla dzieci generowanym przez AI. Prowadzący przedstawiał je jako świetny pomysł na biznes.</p>
<p class="isSelectedEnd">Jeżeli dziecko czegoś się boi, AI napisze odpowiednią historię. Jeżeli nie chce czegoś robić, AI napisze odpowiednią historię. Jeżeli nie lubi jakiejś osoby albo ma problem z określoną sytuacją, AI stworzy bajkę, która pomoże zmienić jego nastawienie. Co? Przy tych zachętach zrobiło mi się naprawdę nieswojo. Nie dlatego, że wykorzystano AI. Dlatego, że mówimy o wpływaniu na emocje dzieci, ich relacje, sposób myślenia i zaufanie. A jednocześnie całość była prezentowana przede wszystkim jako sposób na zarabianie pieniędzy.</p>
<p>Pomyślałam wtedy nie o możliwościach technologii, ale o tym, do czego podobne narzędzia mogą zostać wykorzystane przez ludzi pozbawionych wiedzy, doświadczenia albo zwyczajnie odpowiedzialności&#8230; lub przestępców&#8230;</p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-c9bccde elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="c9bccde" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="862" data-end="1117"><strong>Ekspert od wszystkiego dzięki jednemu promptowi</strong></p>
<p class="isSelectedEnd">Im dłużej słuchałam, tym bardziej miałam wrażenie, że uczestników zachęca się do stawania się ekspertami w dowolnej dziedzinie, niezależnie od tego, czy mają jakiekolwiek doświadczenie, wiedzę lub praktykę w danym obszarze. Przekaz był prosty: nie znasz tematu, nigdy się nim nie zajmowałeś, nie masz kompetencji ani przygotowania — to nie problem, ponieważ AI napisze ebooka, przygotuje materiały i pomoże stworzyć produkt, który będzie można sprzedawać innym.</p>
<p>Właśnie tutaj pojawiła się moja największa wątpliwość. Jeżeli ktoś szyje i dzieli się swoją wiedzą o szyciu, to naturalne, że może tworzyć poradniki dla innych. Jeżeli ktoś piecze torty i buduje wokół tego markę, również nie widzę w tym niczego niewłaściwego. Problem zaczyna się wtedy, gdy osoba, która nigdy nie miała z danym tematem nic wspólnego, następnego dnia zaczyna sprzedawać poradniki wygenerowane przez AI i przedstawia się jako ekspert. Trudno w takiej sytuacji nie zadać sobie pytania, gdzie kończy się marketing, a zaczyna wprowadzanie ludzi w błąd.</p>
<p class="isSelectedEnd"> </p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-66c4e6c elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="66c4e6c" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="862" data-end="1117"><strong>Telezakupy XXI wieku</strong></p>
<p class="isSelectedEnd">Pod koniec szkolenia pojawiła się oferta specjalna w cenie około 3000 zł, dostępna rzekomo wyłącznie dla 50 osób i tylko podczas trwania webinaru. Nie zdecydowałam się na zakup, jednak kilka godzin później otrzymałam wiadomość mailową, z której wynikało, że dokładnie ta sama oferta kosztuje już 1999 zł. Uśmiechnęłam się wtedy, ponieważ natychmiast przypomniały mi się telezakupy sprzed lat.</p>
<p class="isSelectedEnd">Zmieniły się produkty, bo kiedyś sprzedawano garnki, kołdry i materace, a dziś oferuje się platformy AI, wizję dochodu pasywnego, ebooki i biznes budowany w kilka minut. Zmieniła się również oprawa, która jest nowocześniejsza, bardziej dynamiczna i lepiej dopasowana do współczesnych odbiorców, jednak sam mechanizm pozostał dokładnie taki sam.</p>
<p>Najbardziej niepokoi mnie jednak nie sama sprzedaż, nie sztuczna inteligencja, a nawet nie coachowie czy internetowi mentorzy. Najbardziej niepokoi mnie to, że ten model biznesowy działa tak skutecznie dlatego, że trafia w bardzo ludzkie potrzeby: zmęczenie, niepewność oraz marzenie o tym, że istnieje prostsza droga do sukcesu, większych pieniędzy i spokojniejszego życia. A właśnie marzenia od zawsze sprzedawały się najlepiej.</p>								</div>
				</div>
				</div>
		<p>Artykuł <a href="https://doriseveryday.pl/kiedy-coaching-spotkal-ai/">Co tym razem? &#8211; Kiedy coaching spotkał AI i razem nabijają ludzi w butelkę</a> pochodzi z serwisu <a href="https://doriseveryday.pl"></a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://doriseveryday.pl/kiedy-coaching-spotkal-ai/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1314</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Co tym razem? &#8211; Kiedy z pracy znikają „Twoi ludzie”</title>
		<link>https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-kiedy-z-pracy-znikaja-twoi-ludzie/</link>
					<comments>https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-kiedy-z-pracy-znikaja-twoi-ludzie/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Doris]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 23 May 2026 19:11:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Praca w korporacji]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://doriseveryday.pl/?p=1302</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kategoria: Praca w korporacji<br />
Nastrój: Zmartwiona</p>
<p>O tym, że brakuje mi osób, które umilały mi niemiłe dni w pracy</p>
<p>Artykuł <a href="https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-kiedy-z-pracy-znikaja-twoi-ludzie/">Co tym razem? &#8211; Kiedy z pracy znikają „Twoi ludzie”</a> pochodzi z serwisu <a href="https://doriseveryday.pl"></a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[		<div data-elementor-type="wp-post" data-elementor-id="1302" class="elementor elementor-1302">
				<div class="elementor-element elementor-element-d3adb01 e-con-full e-flex e-con e-parent" data-id="d3adb01" data-element_type="container" data-e-type="container">
		<div class="elementor-element elementor-element-ba1ac26 e-flex e-con-boxed e-con e-child" data-id="ba1ac26" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
		<div class="elementor-element elementor-element-1f0bdc2 e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="1f0bdc2" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-b2b2c53 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="b2b2c53" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p>Wczoraj wieczorem słuchałam podcastu na Instagramie magazynu Zwierciadło i trafiłam na fragment, który zatrzymał mnie na dłużej niż wszystkie motywacyjne hasła o work-life balance razem wzięte.</p><p>Psycholożka opowiadała o tym, że istnieją badania pokazujące, iż ludzie pracują siedem razy (!!!) lepiej, szybciej i efektywniej wtedy, kiedy mają w pracy przyjaciół. Nie tylko „miłych współpracowników”. Przyjaciół. Osoby, przy których czują się swobodnie, bezpiecznie, z którymi mogą pożartować, ponarzekać przy kawie, wymienić spojrzenie na spotkaniu oznaczające: „Co on piep&#8230;?”. <span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">Pierwszy raz usłyszałam to nazwane tak wprost. A jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, jak mocno mnie to dotknęło.</span></p>								</div>
				</div>
					</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-53ea63d e-flex e-con-boxed e-con e-child" data-id="53ea63d" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
		<div class="elementor-element elementor-element-a42559c e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="a42559c" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-7e15977 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="7e15977" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p>Zrozumiałam coś bardzo ważnego o samej sobie. <span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">Pracuję w jednej firmie od kilkunastu lat. Co do zasady lubię i lubiłam tę pracę. Oczywiście, że były stresy, deadliny, korporacyjne absurdy i momenty, kiedy człowiek miał ochotę odpowiedzieć na maila wyłącznie emotką z wysuniętym palcem, nie serdecznym na pewno. Ale mimo wszystko czułam się tam… dobrze. </span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">I dziś już wiem, że nie chodziło tylko o samą pracę. </span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">Chodziło o ludzi. </span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">Przez lata otaczały mnie osoby, z którymi spędzałam więcej czasu niż czasem z własną rodziną. Przeżywaliśmy razem sukcesy, kryzysy, wyjazdy służbowe, prezentacje, śmiech do łez i te momenty, kiedy wszyscy jednocześnie udawali, że rozumieją nową „strategię globalną”. </span></p><p>To były relacje budowane latami. Takie prawdziwe. Zaufane. Ciepłe. Czasem wręcz rodzinne.<span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;"> Dopiero teraz dotarło do mnie, że przez ponad dekadę miałam po prostu szczęście pracować „wśród swoich”. </span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">A potem życie korporacyjne zrobiło to, co robi często. </span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">Jedni odeszli sami, zakładając własne firmy albo wybierając inne życie zawodowe. Inni zostali do tego odejścia zmuszeni przez chłodne tabelki, reorganizacje i decyzje podejmowane gdzieś wysoko ponad poziomem ludzi, których realnie dotyczą.</span></p><p>To dziwne uczucie, kiedy nadal pracujesz w tym samym miejscu, przy tym samym biurku, a jednocześnie masz wrażenie, że jesteś już trochę w innym świecie niż kiedyś. Ostatnio złapałam się na tym, że chyba przeżyłam coś w rodzaju zawodowej żałoby. I wiem, jak dramatycznie to brzmi, ale naprawdę trudno mi znaleźć lepsze określenie. Bo nie tęsknię za procedurami, systemami czy targetami. Tęsknię za atmosferą. Za poczuciem, że wchodzę do biura i jestem po prostu „u siebie”.</p><p>I co ciekawe — moja efektywność wcale specjalnie nie spadła. Nadal robię swoje. Nadal dowożę. Nadal jestem tą osobą, która nawet w chaosie będzie próbowała wszystko ogarnąć.</p><p>Tylko mentalnie coś się zmieniło. Bo człowiek może być skuteczny i jednocześnie czuć pustkę. Najtrudniejsze pytanie, które sobie teraz zadaję, brzmi: czy takie relacje da się jeszcze odbudować?</p><p>Czy po latach można jeszcze stworzyć w pracy tę lekkość, naturalność i poczucie „swojej ekipy”? Czy to był po prostu wyjątkowy etap życia, który już nie wróci? Zaczęłam dużo bardziej rozumieć ludzi, którzy odchodzą z pracy nie dlatego, że mają złą pensję czy stanowisko. Tylko dlatego, że przestali mieć tam swoich ludzi.</p><p>Bardzo rzadko się o tym mówi. Ba, chyba nigdy. Bo łatwiej mówić o KPI niż o tym, że tęsknisz za śmiechem przy biurowym ekspresie do kawy. A przecież właśnie z takich rzeczy składa się nasze codzienne życie.</p><p>Nie tylko zawodowe. Po prostu ludzkie.</p><p>A Wy? Macie w pracy „swoich ludzi”? Taką ekipę, przez którą chce się lub chciało przyjeżdżać do biura?</p>								</div>
				</div>
					</div>
				</div>
				</div>
				</div>
		<p>Artykuł <a href="https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-kiedy-z-pracy-znikaja-twoi-ludzie/">Co tym razem? &#8211; Kiedy z pracy znikają „Twoi ludzie”</a> pochodzi z serwisu <a href="https://doriseveryday.pl"></a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-kiedy-z-pracy-znikaja-twoi-ludzie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1302</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Co tym razem? &#8211; Jestem asertywna, ale wobec siebie</title>
		<link>https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-jestem-asertywna-ale-wobec-siebie/</link>
					<comments>https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-jestem-asertywna-ale-wobec-siebie/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Doris]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 17 Apr 2026 18:29:32 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Praca w korporacji]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://doriseveryday.pl/?p=1176</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kategoria: Praca w korporacji</p>
<p>Nastrój: I want to be asertywna</p>
<p>O tym, że mówię "nie" sobie zamiast innym.</p>
<p>Artykuł <a href="https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-jestem-asertywna-ale-wobec-siebie/">Co tym razem? &#8211; Jestem asertywna, ale wobec siebie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://doriseveryday.pl"></a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[		<div data-elementor-type="wp-post" data-elementor-id="1176" class="elementor elementor-1176">
				<div class="elementor-element elementor-element-d3adb01 e-con-full e-flex e-con e-parent" data-id="d3adb01" data-element_type="container" data-e-type="container">
		<div class="elementor-element elementor-element-ba1ac26 e-flex e-con-boxed e-con e-child" data-id="ba1ac26" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
		<div class="elementor-element elementor-element-1f0bdc2 e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="1f0bdc2" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-5c27b7b elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="5c27b7b" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="328" data-end="988">Pracując w korporacji od wielu, wielu lat wciąż do czynienia mam z  powtarzającymi się sytuacjami, które wymagają ode mnie odpowiedniego zachowania się. Paleta kategorii rzeczonych sytuacji jest mega szeroka. Obejmuje m.in. kwestie matrymonialne; gastryczne &#8211; takie związane z wyborem dania na lunch &#8211; turbo istotne w biurowym życiu; oceny pracowniczej;  gradu &#8211; czy słuszny;  samochodu służbowego &#8211; czy ma hak w pakiecie; oraz najczęściej tak zwanej spychologii.  Można by je odtwarzać jak serial, zmieniają się tylko bohaterowie.</p><p data-start="328" data-end="988">Dziś miała miejsca jedna z nich &#8211; tysięczna w moim korpo życiu.  Postanowiłam, że ją opiszę.</p><p data-start="328" data-end="988">A było to tak:</p><p data-start="328" data-end="988">Przychodzi do mnie koleżanka, z innego działu, z innego zespołu, w ogóle nie „moja sprawa”, i mówi, że musi coś zrobić, ale nie umie, nie zna się, nie wie. Słyszała, że marketing robi różne rzeczy. To akurat może to też. Czyli klasyk. Ja patrzę i mam w głowie jedną myśl: przecież to nie jest moje zadanie, nie mój obszar. Cicho za uchem od razu gada mi perfekcyjna Doris &#8221; To naprawdę nie jest nic skomplikowanego, to da się łatwo zrobić.&#8221;. Wbrew tym wewnętrznym  podpowiedziom mówię koleżance normalnie, spokojnie, że to nie jest po mojej stronie. Bez nerwów, bez złośliwości, po prostu fakt.</p><p data-start="990" data-end="1482">Ona wychodzi trochę zbita, trochę niepewna, a ja przez chwilę mam takie poczucie, że no proszę, dorosła kobieta, postawiła granicę, świat się nie zawalił. I to jest ten moment, który trwa bardzo krótko, bo zaraz potem zaczyna się druga część spektaklu, czyli analizowanie. Czy nie byłam za ostra, czy ona się nie zestresowała, czy może mogłam jej to pokazać szybciej niż ona się będzie tego uczyć, czy ja naprawdę muszę być taka zasadnicza. I siedzę z tym i czuję, że zaczyna mnie to uwierać.</p><p data-start="1484" data-end="1931">I kończy się jak zwykle. Idę do niej, nie przepraszam, ale zaczynam „rozwiązywać sytuację”. Mówię, że można to zrobić tak, tu można zapytać tego, tamten ma dostęp, ktoś inny może pomóc, a jak coś, to ja mogę zerknąć. W efekcie robię dokładnie to, czego chwilę wcześniej nie chciałam robić, tylko w bardziej eleganckiej wersji. Problem zostaje rozwiązany, ona jest spokojniejsza, system działa, wszyscy zadowoleni. Tylko ja jestem zła na siebie.</p><p data-start="1933" data-end="2564">I właśnie w takich momentach dochodzę do wniosku, że ja w ogóle nie mam problemu z asertywnością. Ja jestem bardzo asertywna, tylko w totalnie odwrotną stronę niż powinnam. Bo wobec siebie jestem bezwzględna. Jak ja czegoś chcę, to od razu wjeżdża lista: nie kupuj, nie wydawaj, nie kombinuj, dasz radę bez tego, ogarnij się, nie przesadzaj. Ja sobie potrafię odmówić wszystkiego, czasu, odpoczynku, luzu, nawet głupiego „odpuszczę dziś”. Natomiast kiedy ktoś mnie o coś prosi, to włącza mi się tryb „jasne, ogarniemy”. I to niezależnie od tego, czy to moje, czy nie moje, czy mam czas, czy nie mam, czy to ma sens, czy nie bardzo.</p><p data-start="2566" data-end="2997">Najlepsze jest to, że ja to wszystko wiem. Wiem, że powinnam odmawiać, wiem, że nie powinnam brać na siebie cudzych rzeczy, wiem, że ktoś powinien się nauczyć sam. I nawet potrafię powiedzieć „nie”. Tylko że to „nie” bardzo często ma drugą część, która pojawia się chwilę później i brzmi mniej więcej: „ale zobacz, można to zrobić tak…”. I nagle z osoby, która postawiła granicę, robię się osobą, która organizuje całe rozwiązanie.</p>								</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-bb03ffc e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="bb03ffc" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-3d0c91b e-transform elementor-widget elementor-widget-image" data-id="3d0c91b" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-settings="{&quot;_transform_rotateZ_effect&quot;:{&quot;unit&quot;:&quot;px&quot;,&quot;size&quot;:2,&quot;sizes&quot;:[]},&quot;_transform_rotateZ_effect_tablet&quot;:{&quot;unit&quot;:&quot;deg&quot;,&quot;size&quot;:&quot;&quot;,&quot;sizes&quot;:[]},&quot;_transform_rotateZ_effect_mobile&quot;:{&quot;unit&quot;:&quot;deg&quot;,&quot;size&quot;:&quot;&quot;,&quot;sizes&quot;:[]}}" data-widget_type="image.default">
															<img decoding="async" width="768" height="960" src="https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/04/Projekt-bez-nazwy-3-2-768x960.png" class="attachment-medium_large size-medium_large wp-image-1190" alt="Kobieta na imprezie" srcset="https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/04/Projekt-bez-nazwy-3-2-768x960.png 768w, https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/04/Projekt-bez-nazwy-3-2-240x300.png 240w, https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/04/Projekt-bez-nazwy-3-2-819x1024.png 819w, https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/04/Projekt-bez-nazwy-3-2-600x750.png 600w, https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/04/Projekt-bez-nazwy-3-2.png 1080w" sizes="(max-width: 768px) 100vw, 768px" />															</div>
				</div>
					</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-53ea63d e-flex e-con-boxed e-con e-child" data-id="53ea63d" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
		<div class="elementor-element elementor-element-a42559c e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="a42559c" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-e89ba49 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="e89ba49" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="2999" data-end="3418">Z czasem człowiek się do tego przyzwyczaja. Nawet zaczyna to lubić, bo jest w tym coś przyjemnego, takie poczucie, że ogarniam, że wiem, że pomogłam. Tylko że rachunek przychodzi później i zawsze jest na mnie. Więcej roboty, więcej odpowiedzialności, mniej czasu dla siebie. I gdzieś po drodze pojawia się taki schemat: „dajcie to Doris, ona coś wymyśli”. Problem w tym, że ja sama bardzo aktywnie ten schemat buduję.</p>
<p data-start="3420" data-end="3772">I tak sobie dziś pomyślałam, że może problemem wcale nie jest to, że nie umiemy być asertywne wobec innych. Może problem polega na tym, że jesteśmy za bardzo asertywne wobec siebie. Że sobie odmawiamy wszystkiego, a innym oddajemy wszystko, czas, energię, uwagę, rozwiązania. I jeszcze mamy wyrzuty sumienia, kiedy choć na chwilę próbujemy to odwrócić.</p>
<p data-start="3774" data-end="4049">Nie mam tu żadnego wielkiego wniosku ani złotej rady, bo jak widać, nadal wracam po tych swoich „nie” i dokładam sobie roboty. Ale może następnym razem spróbuję wytrzymać trochę dłużej. Nie wracać po pięciu minutach z gotowym planem. Chociaż znając życie… pewnie i tak wrócę.</p>
<p data-start="3774" data-end="4049">A jak masz Ty? Czy umiesz odmawiać bez wyrzutów sumienia?&nbsp;</p>
<p data-start="3774" data-end="4049">
</p><p data-start="3774" data-end="4049">
</p>								</div>
				</div>
					</div>
				</div>
				</div>
				</div>
		<p>Artykuł <a href="https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-jestem-asertywna-ale-wobec-siebie/">Co tym razem? &#8211; Jestem asertywna, ale wobec siebie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://doriseveryday.pl"></a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-jestem-asertywna-ale-wobec-siebie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1176</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Co tym razem? &#8211; Lot samolotem: bohaterka czy panikara?</title>
		<link>https://doriseveryday.pl/lot-samolotem-czy-bylam-bohaterka-czy-panikara/</link>
					<comments>https://doriseveryday.pl/lot-samolotem-czy-bylam-bohaterka-czy-panikara/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Doris]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 18 Mar 2026 21:32:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Praca w korporacji]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://doriseveryday.pl/?p=914</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kategoria: Praca w korporacji<br /> <br />
Nastrój: Ambiwalentny</p>
<p>O tym, jak ratowałam życie pasażerów Lufthansy ;-)</p>
<p>Artykuł <a href="https://doriseveryday.pl/lot-samolotem-czy-bylam-bohaterka-czy-panikara/">Co tym razem? &#8211; Lot samolotem: bohaterka czy panikara?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://doriseveryday.pl"></a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[		<div data-elementor-type="wp-post" data-elementor-id="914" class="elementor elementor-914">
				<div class="elementor-element elementor-element-b8db629 e-flex e-con-boxed e-con e-parent" data-id="b8db629" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
				<div class="elementor-element elementor-element-c7bd9e2 elementor-widget elementor-widget-heading" data-id="c7bd9e2" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="heading.default">
					<h2 class="elementor-heading-title elementor-size-default">Historia z lotu służbowego: podejrzane zachowanie w samolocie i decyzja w sekundę. Czy byłam czujna… czy przesadziłam?</h2>				</div>
					</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-d3adb01 e-con-full e-flex e-con e-parent" data-id="d3adb01" data-element_type="container" data-e-type="container">
		<div class="elementor-element elementor-element-1f0bdc2 e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="1f0bdc2" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-5c27b7b elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="5c27b7b" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="299" data-end="649">Dziś w pracy otrzymaliśmy aktualizację dotyczącą zasad bezpieczeństwa podróży służbowych. Wewnętrzny newsletter, oficjalny komunikat z centrali – nowe wytyczne, zaostrzone zasady i bezwzględny zakaz wyjazdów do części krajów Bliskiego Wschodu. Temat bezpieczeństwa w podróży służbowej wraca jak bumerang, zwłaszcza kiedy sytuacja na świecie robi się napięta. <span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">Czytałam to jak każdy – trochę automatycznie, trochę między jednym mailem a drugim. Ale gdzieś z tyłu głowy coś mi kliknęło. </span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">Bo takie komunikaty zawsze brzmią rozsądnie i spokojnie… dopóki człowiek nie znajdzie się w samolocie i nie zacznie się zastanawiać, czy jest bezpieczny, czy wszystko jest w porządku. </span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">I wtedy przypomniała mi się historia z mojego lotu służbowego, która do dziś nie daje mi jednoznacznej odpowiedzi, czy byłam bohaterką… czy po prostu obejrzałam za dużo wiadomości.</span></p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-ea8035a elementor-widget elementor-widget-image" data-id="ea8035a" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="image.default">
															<img decoding="async" src="https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/03/samolot_bezpieczenstwo-300x300.jpeg" title="samolot_bezpieczenstwo" alt="widok skrzydła samolotu" loading="lazy" />															</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-53ea63d e-flex e-con-boxed e-con e-child" data-id="53ea63d" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
				<div class="elementor-element elementor-element-4cd03c3 elementor-widget elementor-widget-heading" data-id="4cd03c3" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="heading.default">
					<h2 class="elementor-heading-title elementor-size-default">Lot służbowy - powrót z delegacji</h2>				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-a42559c e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="a42559c" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-e89ba49 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="e89ba49" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p>Zdarzenie to miało miejsce w 2015 lub 2016 roku. W pamięci ludzi, a na pewno mojej nadal całkiem świeże było wspomnienie o zamachach na World Trade Center. Sytuacji nie pomagała także niedawna katastrofa linii Germanwings. Gdzie pilot rozbił samolot o zbocze jednej z gór w Alpach. A ja wtedy, bo tego wymagała ode mnie moja wówczas nowa praca, zobligowana byłam do ultra częstych wizyt w biurze w Niemczech. Przez kilka lat odbywałam lot służbowy do Dusseldorfu praktycznie jak list polecony. Co miesiąc na tydzień delegacji. W poniedziałek wylot z Warszawy, w piątek powrót. Te same loty, te same godziny, ten sam gate, ta sama kawa na lotnisku i ten sam moment przed startem, kiedy człowiek zastanawia się, czy na pewno mam ze sobą wszystko, co mieć powinnam. I oczywiście ten sam lekki niepokój przy starcie, bo to były czasy, jak już wspomniałam,  kiedy zamachy na World Trade Center wciąż siedziały ludziom w głowach. Telewizja robiła swoje, internet robił swoje, a wyobraźnia dokładała resztę. Więc za każdym razem, kiedy wsiadałam do samolotu, miałam gdzieś z tyłu głowy taki plan, żeby być czujną. Nie wiedziałam jeszcze, że pewnego dnia ta czujność osiągnie poziom operacji antyterrorystycznej w klasie ekonomicznej.</p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-fafd518 elementor-widget elementor-widget-heading" data-id="fafd518" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="heading.default">
					<h2 class="elementor-heading-title elementor-size-default">Podejrzany pasażer obok mnie</h2>				</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-2fc268b elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="2fc268b" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p>Lecę z Dusseldorfu do Warszawy. Szczęśliwa, że zobaczę rodzinę po tygodniowej rozłące. Siedzę na &#8222;swoim&#8221; miejscu. Rząd 10 pewnie, bo w tym jakoś mnie zazwyczaj system sadzał. Siedzenie przy przejściu. Obok mnie młody mężczyzna w lekko powyciąganym swetrze, nieogolony, poczochrany. Z jakiegoś powodu od razu wydał mi się dziwny. Startujemy, a on zaczyna się wiercić, grzebie przy plecaku, który, nie wiedzieć czemu, ma między nogami zamiast wrzucić do schowka, gdzie miejsca nie brak. I co chwilę coś poprawia. Im dłużej to trwa, tym bardziej mój wewnętrzny scenarzysta się rozkręca i w głowie mam już kilka wersji wydarzeń, wszystkie raczej w klimacie thrillera.</p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-207b453 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="207b453" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p>W końcu osiągamy wysokość przelotową. Mężczyzna, nurkując najpierw przez kilka chwil do plecaka wciąż tkwiącego na podłodze między jego stopami, wyciąga aparat fotograficzny. Aparat, jak aparat, klasyczny, cyfrowy. W 2015 to zupełnie normalny sprzęt. Dziś już sam jego widok, by mnie przeraził. Ale wtedy jeszcze jako tako byłam spokojna. Choć cały czas Pana obserwowałam. A on otwiera klapkę przegródki na baterie i zaczyna nimi kręcić. I wtedy mój system bezpieczeństwa przechodzi na poziom czerwony. Serce waliło mi jak oszalałe. Ale obserwowałam go dalej. On tymczasem kręci tymi bateriami. W lewo, w prawo, w lewo, w prawo. Po chwili, jakby podjął długo analizowaną decyzję, dynamicznie zamyka aparat, szybkim ruchem wkopuje plecak pod siedzenie pasażera w rzędzie przed nami i jak sprężyna wstaje. Z tym aparatem w ręku postanowił nagle iść do toalety. No żarty chyba&#8230;</p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-dae60be elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="dae60be" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p>W tej chwili w mojej głowie rozgrywały się sceny iście filmowe. W milisekundach rozsądzałam, czy zareagować, czy nie. Jednocześnie wspominałam kadry filmu United 93 i dawałam sobie sama porady &#8211; że lepiej się ośmieszyć, ale może mieć szanse wrócić szczęśliwie do domu. Złapałam go za ramię i wypaliłam do niego:<br /><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;"> &#8211; Co Ty robisz? &#8211; musiałam mieć obłęd w oczach, to mówiąc.<br />On zaskoczony mówi, że idzie do toalety. A ja patrzę na aparat i włącza mi się tryb negocjatora, mówiąc: <br />&#8211; Stary, jeśli pójdziesz tam z tym aparatem, to zrobię larum i wezwę stewardesę. Więc albo zostawiasz aparat, albo nigdzie nie idziesz. Ja mam małe dziecko i chcę żyć. &#8211; Przysięgam, że dokładnie to wszystko powiedziałam do niego. </span><span style="font-style: inherit; font-weight: inherit;">On spojrzał na mnie. Był w szoku. Nie wiem, czy pomyślał że jestem psychicznie chora, czy co innego. Ale ku mojemu zdziwieniu odparł pokornie &#8211; Dobrze, to w ogóle nie pójdę. &#8211; I nie poszedł&#8230;. </span></p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-0ef4e25 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="0ef4e25" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p>Resztę lotu siedzieliśmy obok siebie w absolutnej ciszy. Ja byłam wyczerpana fizycznie i psychicznie. Mój puls prawdopodobnie osiągnął najwyższy wynik mego życia po dziś dzień. On zapewne zanotował poziom zdumienia na podobnym levelu.</p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-4c6dadc elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="4c6dadc" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p>Wylądowaliśmy w Warszawie. Każde z nas poszło w swoją stronę. A ja do dziś wracam do tej historii, zwłaszcza kiedy znowu słyszę w wiadomościach o napięciach i zamachach i o tym, że ludzie zaczynają trochę bardziej nerwowo patrzeć na samoloty. Bo ja naprawdę nie wiem, czy tamtego dnia uratowałam samolot i kilkuset pasażerów, czy po prostu byłam laską, która obejrzała za dużo wiadomości i zakazała obcemu człowiekowi iść do toalety z aparatem fotograficznym. </p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-2bce09a elementor-widget elementor-widget-heading" data-id="2bce09a" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="heading.default">
					<h2 class="elementor-heading-title elementor-size-default">Lepiej zareagować czy siedzieć cicho?</h2>				</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-dad9442 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="dad9442" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="105" data-end="219">I do dziś nie wiem, czy wtedy wykazałam się czujnością, czy po prostu wyobraźnia poniosła mnie trochę za daleko. W tamtym momencie byłam przekonana, że robię właściwą rzecz. Jeśli Ty znajdziesz się w podobnej sytuacji… to co zrobisz? Zareagujesz czy uznasz, że to nie Twoja sprawa?</p>								</div>
				</div>
					</div>
				</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-302dce4 e-flex e-con-boxed e-con e-parent" data-id="302dce4" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
					</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-dffafdf e-flex e-con-boxed e-con e-parent" data-id="dffafdf" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
					</div>
				</div>
				</div>
		<p>Artykuł <a href="https://doriseveryday.pl/lot-samolotem-czy-bylam-bohaterka-czy-panikara/">Co tym razem? &#8211; Lot samolotem: bohaterka czy panikara?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://doriseveryday.pl"></a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://doriseveryday.pl/lot-samolotem-czy-bylam-bohaterka-czy-panikara/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">914</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Co tym razem? &#8211; „Bo marketing to się tylko bawi!”</title>
		<link>https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-bo-marketing-to-sie-tylko-bawi/</link>
					<comments>https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-bo-marketing-to-sie-tylko-bawi/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Doris]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 01 Mar 2026 18:40:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Praca w korporacji]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://doriseveryday.pl/?p=870</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kategoria: Praca w korporacji</p>
<p>Nastrój: Zmęczona, ale zadowolona</p>
<p>O tym, że praca w marketingu to nie zabawa, ale bywa przyjemna i za to ją lubię :-)</p>
<p>Artykuł <a href="https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-bo-marketing-to-sie-tylko-bawi/">Co tym razem? &#8211; „Bo marketing to się tylko bawi!”</a> pochodzi z serwisu <a href="https://doriseveryday.pl"></a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[		<div data-elementor-type="wp-post" data-elementor-id="870" class="elementor elementor-870">
				<div class="elementor-element elementor-element-d3adb01 e-con-full e-flex e-con e-parent" data-id="d3adb01" data-element_type="container" data-e-type="container">
		<div class="elementor-element elementor-element-ba1ac26 e-flex e-con-boxed e-con e-child" data-id="ba1ac26" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
		<div class="elementor-element elementor-element-1f0bdc2 e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="1f0bdc2" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-81afccc elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="81afccc" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p><strong>Kategoria: Praca w korporacji<br />Nastrój: Zmęczona, ale zadowolona.</strong></p>								</div>
				<div class="elementor-element elementor-element-5c27b7b elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="5c27b7b" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="215" data-end="910">Jest początek marca i, &#8222;będąc osobą od marketingu&#8221;, jestem dokładnie w tym momencie, który w obszarze, którym się zajmuję, można elegancko nazwać „tuż przed”. Przeddzień realizacji kilku dużych eventów. Jeden na kilkaset osób, z galą i koncertem, gdzie wszystko ma być dopięte na ostatni guzik. Drugi mniejszy, ale o międzynarodowej randze, więc poziom stresu rośnie proporcjonalnie do liczby krajów na liście gości. Lista rzeczy do zrobienia już dawno przestała być listą, a zaczęła być stanem umysłu. I gdzieś pomiędzy jednym telefonem a drugim pojawia się ta myśl: ogrom pracy jest przede mną i moim zespołem. A zaraz potem druga, równie oczywista — że prędzej czy później pojawi się ktoś, kto powie, że marketing to się przecież tylko bawi.</p><p data-start="912" data-end="1669">Bo z zewnątrz praca w marketingu wygląda świetnie. Wyjazdy, hotele, kolacje, spotkania. Zdjęcia na LinkedInie też robią robotę. Problem w tym, że zdarzają się tacy, którzy nie rozumieją, co jest poza kadrem. Tego, że nic się nie organizuje samo, a każda „ładna chwila” jest efektem dziesiątek decyzji, telefonów, maili i planów awaryjnych. Budowanie relacji z klientami rzadko odbywa się w ciszy przy biurku. Częściej dzieje się późnym wieczorem, kiedy wszyscy inni już by chcieli iść spać, a rozmowa dopiero się rozkręca. Albo na targach, gdzie przez wiele godzin stoi się na nogach i odpowiada na te same pytania z niezmiennym uśmiechem. Albo przy organizacji wydarzeń, kiedy nagle okazuje się, że coś nie działa, coś się nie zgadza, a ludzie już stoją i oczekują, że wszystko będzie perfekcyjne.</p><p data-start="1671" data-end="2062">W takich momentach nie istnieje coś takiego jak „to nie moja działka”.  Nie ma dodatkowego zespołu do ratowania sytuacji, nie ma nikogo, kto przejmie odpowiedzialność. Jest za to szybkie myślenie, działanie i ogarnianie rzeczy, które jeszcze chwilę wcześniej nie istniały jako problem.</p><p data-start="1671" data-end="2062">A szereg takich sytuacji, po czasie stających się szczęśliwie anegdotami, zdarza się w pięknych okolicznościach przyrody, gdzie, z racji obecności moich podopiecznych, także mam szczęście i zarazem obowiązek zawodowy być. Przypomnieć ich mogłabym tu wiele. Co widziały moje oczy, pozostawię sobie. Ale klasykiem jest na przykład konieczność budzenia gości, celem pojechania na lotnisko i powrotu do Polski. Samolot nie poczeka, a nie możemy przecież zostawić Klienta na innym kontynencie. I to bez znajomości języka lokalnego. Wiadomo. Zatem Doris lata od drzwi do drzwi, puka, wali, dzwoni. Często błagam obsługę o kartę otwierającą pokój &#8211; są twardzi, nie dają&#8230; Zdarzyło się wchodzenie przez balkon sąsiedniego pokoju, do tego, gdzie delikwent śpioch smacznie chrapał. Gorzej, gdy (bo w takim zdarzeniu też miałam okazję przeprowadzać włam do pokoju), w pomieszczeniu delikwenta nie było&#8230; Wtedy gdzie szukać tego wiatru w polu? Udało się szczęśliwie, ale co się nabawiłam w tego chowanego&#8230; Boki zrywać.  </p><p data-start="2064" data-end="2383">W mojej pracy o wielu aspektach decyduje czynnik ludzki, który bywa najbardziej nieprzewidywalny. Zmęczenie, emocje, oczekiwania, czasem pretensje o rzeczy tak absurdalne jak prysznic zamiast wanny w pokoju. I niezależnie od sytuacji trzeba zachować spokój, profesjonalizm i sprawić, żeby całość zakończyła się poczuciem, że wszystko było dopięte.</p>								</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-bb03ffc e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="bb03ffc" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-3d0c91b e-transform elementor-widget elementor-widget-image" data-id="3d0c91b" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-settings="{&quot;_transform_rotateZ_effect&quot;:{&quot;unit&quot;:&quot;px&quot;,&quot;size&quot;:2,&quot;sizes&quot;:[]},&quot;_transform_rotateZ_effect_tablet&quot;:{&quot;unit&quot;:&quot;deg&quot;,&quot;size&quot;:&quot;&quot;,&quot;sizes&quot;:[]},&quot;_transform_rotateZ_effect_mobile&quot;:{&quot;unit&quot;:&quot;deg&quot;,&quot;size&quot;:&quot;&quot;,&quot;sizes&quot;:[]}}" data-widget_type="image.default">
															<img loading="lazy" decoding="async" width="432" height="324" src="https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/03/korporacja_marketing_praca_na_etacie.jpg" class="attachment-medium_large size-medium_large wp-image-872" alt="gala firmowa" srcset="https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/03/korporacja_marketing_praca_na_etacie.jpg 432w, https://doriseveryday.pl/wp-content/uploads/2026/03/korporacja_marketing_praca_na_etacie-300x225.jpg 300w" sizes="(max-width: 432px) 100vw, 432px" />															</div>
				</div>
					</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-53ea63d e-flex e-con-boxed e-con e-child" data-id="53ea63d" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
		<div class="elementor-element elementor-element-a42559c e-con-full e-flex e-con e-child" data-id="a42559c" data-element_type="container" data-e-type="container">
				<div class="elementor-element elementor-element-e89ba49 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="e89ba49" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
									<p data-start="2385" data-end="2669">Oczywiście, ta praca bywa często przyjemniejsza  niż siedzenie nad tabelkami do późnego wieczora. Ale to nie jest kwestia tego, kto ma lepiej. To jest kwestia wyboru. Mój był taki. Każdy w organizacji ma swoją rolę i każda z nich jest potrzebna. Moja po prostu wygląda często lepiej na zdjęciach. Bo to właśnie dzięki niej zobaczyłam kawał świata, spotkałam ludzi, których inaczej nigdy bym nie spotkała, zjadłam rzeczy, których w przeciwnym razie nie miałabym okazji spróbować, poznałam różne kultury, różne sposoby pracy i myślenia. Gdyby nie ta „zabawa w marketing”, byłabym zupełnie innym człowiekiem, o wiele, wiele uboższym o doświadczenia &#8211; te dobre i te mniej miłe <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p><p data-start="3202" data-end="3223" data-is-last-node="" data-is-only-node="">Serdecznie polecam tę zabawę  <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>								</div>
				</div>
					</div>
				</div>
				</div>
		<div class="elementor-element elementor-element-321d588 e-flex e-con-boxed e-con e-parent" data-id="321d588" data-element_type="container" data-e-type="container">
					<div class="e-con-inner">
					</div>
				</div>
				</div>
		<p>Artykuł <a href="https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-bo-marketing-to-sie-tylko-bawi/">Co tym razem? &#8211; „Bo marketing to się tylko bawi!”</a> pochodzi z serwisu <a href="https://doriseveryday.pl"></a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://doriseveryday.pl/co-tym-razem-bo-marketing-to-sie-tylko-bawi/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">870</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
